HOME
 
Korzystanie z pełnej funkcjonalności portalu wymaga [zalogowania]

Wszechświat zawarty w atomie

Dalaj Lama
Jak nauka i duchowość mogą służyć światu?

Jak nauka i duchowość mogą służyć światu?

(fragment książki  Dalaj Lamy The Universe in a single atom. How science and spirituality can serve our world opublikowanej  przez Morgan Road Booksw 2005 roku)

(tłum. Piotr Wasyl, tłumaczenie opublikowano w Biuletynie Garuda nr 14)

dl

“Patrząc z buddyjskiej perspektywy, pełne ludzkie zrozumienie musi nie tylko oferować spójny bilans rzeczywistości, środki do jego pojęcia i miejsce świadomości ale dawać przytomność tego jak powinniśmy działać. W obecnym paradygmacie nauki, jedynie wiedza pozyskana bezpośrednio z empirycznych metod poparta obserwacjami, wnioskowaniem i weryfikowana w ramach eksperymentu może być postrzegana jako wartościowa. Ta metoda angażuje klasyfikowanie i pomiar, powtarzalność i potwierdzenie przez innych.

Wiele aspektów rzeczywistości jak również pewne kluczowe elementy ludzkiej egzystencji, takie jak zdolność do odróżniania dobra od zła, duchowość, twórczość artystyczna – te rzeczy, które najbardziej cenimy w ludzkich istotach – niechybnie wymykają się z zakresu tej metody.

Naukowa wiedza, jak ją postrzegamy dzisiaj, nie jest kompletna. Rozpoznając ten fakt, i jasno uzmysławiając sobie jej ograniczenia, wierzę że jest ono kluczowym. Jedynie uświadamiając sobie to możemy autentycznie docenić potrzebą integracji nauki z całością ludzkiej wiedzy. W innym przypadku nasze pojęcie świata, włączając własne istnienie, będzie ograniczone do faktów podawanych przez naukę, prowadząc tym samym ku głębokiemu redukcjonizmowi, materializmowi, a nawet ku nihilizmowi”. Str 218-219

Urodziłem się w rodzinie prostych rolników, którzy używali bydła do uprawy ziemi a w czasie dożynek krowy po prostu deptały plony aby odłuszczyć ziarno. Można powiedzieć, że w świecie mojego dzieciństwa jedynymi narzędziami, które można opisać jako technologię były strzelby, których używali wojownicy nomadów a które produkowano w brytyjskich Indiach, Rosji czy Chinach. W wieku 6 lat zostałem intronizowany na XIV Dalaj Lamę w stolicy Tybetu w Lhasie poddany edukacji ze wszech miar buddyjskiej. Miałem osobistych tutorów, którzy nauczyli mnie czytać, pisać, podstaw filozofii buddyjskiej. Uczyłem się również tekstów i rytuałów na pamięć. Miałem również kilku tsenszapów, co dosłownie znaczy “asystentów filozoficznych”. Początkowo ich praca była wprowadzeniem do sztuki debaty filozoficznej w ramach myśli buddyjskiej. Ponad to długimi godzinami uczestniczyłem w modlitwach i sesjach kontemplacji. W tym celu odbywałem okresowe odosobnienia razem z tutorami gdzie regularnie siedzieliśmy w medytacji po 2 godziny w ciagu dnia. To jest typowy trening wysokich lamów w tradycji tybetańskiej. Jednak w ogóle nie byłem kształcony w matematyce, geologii, chemii, biologii czy fizyce. Nawet nie wiedziałem, o ich istnieniu. (...)

Jednym z moich pierwszych nauczycieli w dziedzinie nauki i jednym z moich najbliższych przyjaciół spośród naukowców był niemiecki fizyk i filozof Carl von Weizsacker, brat Prezydenta Niemiec Zachodnich. Sam charakteryzował siebie jako aktywnego profesora filozofii, który przeszedł trening jako fizyk. W latach 30 tych von Weizsacker był zatrudniony jako asystent fizyka kwantowego Wernera Heisenberga. Nigdy nie zapomną inspirującego przykładu von Weizsackera jako człowieka niemal zarażającego nieustającą troską co do skutków działań – w szczególności etycznych i politycznych konsekwencji nauki. Szukał nieustępliwie zastosowania rygorów filozoficznych pytań (kwestii) w działalności naukowej, tak aby musiała ona sprostać im ciągłym wyzwaniom.

Na dodatek, w tych długich nieformalnych dyskusjach podejmowanych przy różnych okazjach, miałem szczęście uczestniczyć w kilku formalnych sesjach z von Weizsackerem dotyczących tematów naukowych. Były one prowadzony w stylu nie różnym od znanego mi przekazu nauk z tradycji buddyzmu tybetańskiego, który odbywał się jeden na jeden. Więcej niż raz mogliśmy siedzieć po dwa pełne dni w czasie odosobnienia a von Weizsacker przekazywał mi intensywnie nauki z fizyki kwantowej i wynikających z nich implikacji filozoficznych. Czuje głęboką wdzięczność dla jego ogromnej dobroci, dla tego że poświęcił mi tyle swojego cennego czasu jak i dla głębi jego cierpliwości, szczególnie w momentach kiedy zmagałem się z trudnymi koncepcjami, które muszę przyznać nie zdarzały się wcale rzadko. Von Weizsacker zwykł kłaść nacisk na zagadnienie empiryzmu w nauce. Mawiał, że materia może być poznana na dwa sposoby: może być dana w sposób zjawiskowy lub można o niej wnioskować. Na przykład brązowa kropka na jabłku jest postrzegana naocznie czyli jest dana nam w sposób zjawiskowy. Ale o robaku możemy jedynie wnioskować na podstawie zauważonej kropki oraz wiedzy ogólnej o jabłkach i robakach.

W buddyjskiej filozofii znana jest zasada, że środki za pomocą których jakieś szczególne założenie jest weryfikowane powinny być zgodne z naturą przedmiotu poddawanego analizie. Na przykład, jeśli założenie odnosi się do faktów, które mogą być naocznie obserwowane, włączając własne istnienie, wtedy na podstawie tego empirycznego doświadczenia konkretne założenie może zostać potwierdzone albo odrzucone. Zatem buddyzm stosuje empiryczną metodę bezpośredniej obserwacji najpierw. Jeśli natomiast założenie odnosi się do jakiegoś uogólnienia, które pochodzi z naszego doświadczenia świata (na przykład nietrwała natura życia lub skłonność do łączenia się części w całość) wtedy na drodze rozumowania, głównie w formie wniosku może zostać zaakceptowane lub odrzucone. Zatem, buddyzm akceptuje metodę rozumowego wynikania w sposób bardzo podobny do modelu przedstawianego przez von Weizsackera.

Ostatecznie, z buddyjskiego punktu widzenia, istnieje inny dalszy poziom rzeczywistości, który jest mało znany dla nieoświeconego umysłu. Tradycyjna i klasyczną ilustracją tego może być subtelna praca prawa karmy i kwestia tego dlaczego istnieje tak wiele gatunków istnień na świecie. W tej kategorii twierdzeń możemy jedynie cytować pisma jako potencjalnie właściwe źródła autorytetu. Jeśli chodzi o buddystów, słowa Buddy są  rzetelnym dowodem w badaniu natury egzystencji i ścieżką do wyzwolenia. Chociaż te zasady trzech metod weryfikacji - doświadczenie, wniosek i rzetelny autorytet – jest czymś domniemanym w przypadku wczesnej myśli buddyjskiej, to w przypadku wielkich indyjskich logików Dignagny (V wiek naszej ery) i Dharmakirtiego (VII wiek naszej ery) zostały po raz pierwszy sformułowane w ramach systematycznej metodologii filozoficznej.

W tym ostatnim przypadku buddyzm i nauka dzielą wspólne, przynajmniej dopóki nauka nie poddaje w wątpliwość autorytetu tekstów. W przypadku dwóch pierwszych tj.  wniosku z empirycznego doświadczenia i rozumowania – istnieje wielka metodologiczna zbieżność pomiędzy tymi dwoma tradycjami badawczymi. Choć w naszym życiu codziennym najczęściej i zwyczajowo używamy trzeciej metody testując twierdzenie o rzeczywistości. Na przykład, przyjmujemy datę naszych narodzin opierając się na pisemnym oświadczeniu aktu urodzenia. Nawet w nauce, uznajemy rezultaty opublikowane przez badaczy eksperymentalnych w specjalistycznych pismach bez konieczności zbędnego ich potwierdzania.

Moje zainteresowanie nauką było bez wątpienia głębsze dzięki spotkaniu ze znanym fizykiem Davidem Bohmem. Był on jednym z największych intelektów jaki kiedykolwiek poznałem o niezwykle otwartym umyśle. Po raz pierwszy spotkałem go w Anglii w 1979 roku podczas mojej drugiej podróży do Europy, obaj od razu świetnie się rozumieliśmy Później dowiedziałem się, że Bohm również żył na uchodźstwie, zmuszony opuścić Ameryką podczas prześladowań w czasach McCartiego. Wtedy rozpoczęła się nasz długa przyjaźń i wzajemne intelektualne poznawanie się. David Bohm pomógł mi zrozumieć najsubtelniejsze aspekty naukowej myśli, szczególnie w dziedzinie fizyki, przedstawił mi naukowy świat w najlepszym wydaniu. W czasie uważnego słuchania szczegółowych konwersacji z fizykami jak Bohm czy von Weizsacker czuło się, że można uchwycić zawiłości całego rozumowania, lecz kiedy sesje się kończyły, często wiele nie pozostawało.  Długie dyskusje z Bohmem w ciągu spotkań na przestrzeni dekady napędzały moje własne przemyślenia co do sposobu metod buddyjskich dociekań i ich relacji z tymi używanymi w nauce. Szczególnie podziwiałem nadzwyczajną otwartość Bohma na wszystkie obszary ludzkiego doświadczenia, nie tylko w dziedzinie swojej zawodowej dyscypliny - materialnego świata ale we wszystkich aspektach subiektywości, włączając sprawę świadomości. W naszych konwersacjach czułem obecność wielkiego umysłu, który był przygotowany przyjąć za wartościowe obserwacje i wglądy pochodzące z innego podejścia do wiedzy niż obiektywna nauka. Jedna z tych szczególnych jakości, którą przejawiał Bohm była fascynacja i w istocie filozoficzna metoda prowadzenia naukowego eksperymentu za pomocą eksperymentu z myślą. Po prostu, praktyka ta obejmowała tworzenie iluzorycznego wyimaginowanego scenariusza w ramach którego szczególne hipotezy są badane na drodze przewidywania konsekwencji jakie niosłoby dane założenie dla myśli, które uważamy za niepodważalne. Spora część pracy Einsteina dotycząca względności przestrzeni i czasu powstała przy użyciu tego rodzaju myślowych eksperymentów, które weryfikowały zrozumienie ówczesnej fizyki. Znanym przykładem jest paradoks bliźniaków, w którym jeden z nich pozostaje na Ziemi podczas gdy inny podróżuje w przestrzeni kosmicznej z prędkością światła. Dla tego na statku, czas będzie malał. Jeśli powróci 10 lat później, stwierdzi że jego brat posunął się bardziej w wieku. Pełne zrozumienie tego paradoksu wymaga zrozumienia złożoności matematycznych równań, które z żalem stwierdzam leżą poza moimi umiejętnościami. Moje zainteresowanie nauką wynika z tego, że zawsze byłem skrajnie podekscytowany metoda analizy w związku z jej bliskimi paralelami z buddyjskim filozoficznym podejściem. Zanim spotkaliśmy się z Bohmem spędził on wiele czasu z indyjskim duchowym myślicielem Jiddu Krisznamurtim, uczestnicząc z nim w wielu dyskusjach. Przy wielu okazjach Bohm  i ja badaliśmy sposoby obiektywnych naukowych metod, które mogą być spokrewnione z praktyką medytacyjną, z buddyjskiego punktu widzenia również empiryczną.

Chociaż podstawowe akcenty położone są na empiryzm i rozumowanie i to jest podobne zarówno w buddyzmie jak i nauce, to istnieją głębokie różnice i różne formy rozumowania używane w tych dwóch systemach. Kiedy buddyści mówią o empirycznym doświadczeniu zaliczają do tego stany medytacyjne na równi z dowodami zmysłowymi. W związku z rozwojem technologii w ciągu ostatnich 200 lat, nauka rozwinęła umiejętności badania zmysłami do rozmiarów niewyobrażalnych we wcześniejszych czasach. Odtąd naukowcy mogą używać nagiego oka, co prawda z pomocą potężnych instrumentów jak mikroskop lub teleskop, aby obserwować chwilowe zjawiska, jak komórki i złożone struktury atomowe ale również przepastną naturę kosmosu. Na podstawie tych poszerzonych horyzontów dla zmysłów, nauka była zdolna poszerzyć ograniczenia ludzkiego poznania znacznie dalej niż ktokolwiek dotąd. Teraz w odpowiedzi na ślady pozostawione w akceleratorach, fizycy mogą wnioskować o istnieniu składowych części atomów, włączając nawet elementy wewnątrz neutronu jak kwarki lub gluony.

Kiedy byłem dzieckiem eksperymentującym z teleskopem należącym do XIII Dalaj Lamy doświadczyłem na własnej skórze mocy wnioskowania opartego na empirycznej operacji. W tybetańskim folklorze mówi się o królikach na Księżycu. Wiem, że europejczycy skłonni są widzieć na nim człowieka zamiast królika. Mniejsza o to, pewnej widnej nocy w czasie jesiennej pełni, kiedy Księżyc był szczególnie jasny, zdecydowałem się zbadać króliki za pomocą mojego teleskopu. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłem coś co przypominało cienie. Było to na tyle ekscytujące, że uparłem się aby moi nauczyciele przyszli i spojrzeli przez teleskop. Argumentowałem, że obecność cieni na Księżycu była dowodem, że jest on oświetlany przez Słońce w ten sam sposób jak Ziemia. Wyglądali na zakłopotanych ale zgodzili się, że cienie są niezaprzeczalne. Później, kiedy oglądałem fotografie kraterów na Księżycu w którymś z pism, zauważyłem ten sam efekt. Dno kraterów pozostawało w cieniu a druga strona była słoneczna. Z tego niegdyś wywnioskowałem, że musi być źródło światła powodujące cień, tak jak to się dzieje na Ziemi. W ten sposób stwierdziłem, że źródłem musi być Słońce. Byłem później bardzo poruszony kiedy zobaczyłem, że jest to faktem.

Ściśle mówiąc, ten proces wynikania nie jest ani buddyjski ani naukowy, jest raczej odbiciem podstawowej aktywności ludzkiego umysłu którego zwyczajowo używamy w codziennym życiu. Formalne wprowadzenie do wnioskowania jako zasady logicznej w treningu młodych mnichów wymaga ilustracji, np. jak można wnioskować o fakcie ognia na podstawie słupa dymu unoszącego się nad doliną, a z faktu ognia, to jest zwyczajne w Tybecie, wywnioskować fakt zamieszkania tego terenu. Można łatwo sobie wyobrazić podróżnika spragnionego po długim marszu, który odczuwa potrzebę napicia się kubka herbaty. Widzi dym i wnioskuje obecność ognia i fakt zamieszkania czyli miejsce gdzie może otrzymać schronienie na noc. U podstawy tego wnioskowania leży możliwość zaspokojenia pragnienia u podróżnika. Obserwując zjawisko, bezpośrednio ewidentne dla zmysłów można wywnioskować to co jest niewidoczne. Ta forma wynikania jest wspólna buddyzmowi i nauce.

W czasie mojej pierwszej podróży do Europy w 1973 roku miałem zaszczyt poznać inny wielki umysł XX wieku, filozofa Carla Poppera. Tak jak i ja, Popper był niegdyś na uchodźstwie, opuszczając swój rodzinny Wiedeń w czasie rządów nazistów i stając się jednym z najgłośniejszych krytyków totalitaryzmu. Znaleźliśmy wiele wspólnego. Kiedy go spotkałem był już w podeszłym wieku, miał ponad 70 lat, lecz ciągle miał żywe oczy o bystrym intelekcie. Mogłem łatwo odgadnąć jak musiał być energiczny w latach swojej młodości, kiedy tylko z pasja zaczynał się wypowiadać w kwestiach autorytarnych reżimów. Na tym spotkaniu. Poppera bardziej martwiła rosnąca groźba komunizmu, niebezpieczeństwo politycznego totalitaryzmu, wyzwania ochrony indywidualnej wolności i wzmacnianie społeczeństwa otwartego niż zagadnienia relacji nauki i religii. Jednak podjęliśmy dyskusję w kwestii zagadnienia metodologii w nauce. Mój angielski wtedy jeszcze nie był tak dobry jak teraz, a tłumacze niewystarczająco przeszkoleni. W odróżnieniu od empirycznej nauki, filozofia metoda (metodologia) wymagają szczerszego przedyskutowania. W rezultacie tej rozmowy wyniosłem mniej korzyści niż ze spotkań z Davidem Bohmem czy Carlem von Weizsackerem. Jednak tak zaczęła się nasza przyjaźń i zawsze spotykałem się nim kiedy tylko przybywałem do Anglii, włączając pamiętną wizytę w 1987 roku, kiedy przybyłem do jego domu Kenley w Surrey na herbatę. Szczególnie lubię kwiaty i ogrodnictwo, a konkretnie orchidee a Sir Carl był bardzo dumnym właścicielem cudownego ogrodu i szklarni po których mnie oprowadzał. W tym czasie odkryłem jak wielki wpływ Popper wywarł na filozofię nauki, szczególnie w kwestii metodologii. Jedna z jego głównych wkładów było wyjaśnienie względności ról indukcyjnego i dedukcyjnego wnioskowania w wysuwaniu i uzasadnianiu naukowych hipotez. Przez indukcje rozumiemy budowanie uogólnień na podstawie serii empirycznie obserwowanych przykładów. Większość z naszej codziennej wiedzy na temat przyczyny i skutku wynika z indukcji. Na przykład na podstawie powtarzalnych obserwacji powiązań pomiędzy ogniem i dymem tworzymy uogólnienie, że gdzie jest dym tam jest ogień. Dedukcja jest procesem działającym w kierunku przeciwnym od wiedzy na temat prawd ogólnych do szczegółowych obserwacji. Na przykład, jeśli ktoś wie, że do wszystkich samochodów produkowanych po 1995 roku wlewa się benzynę bezołowiową to kiedy usłyszy że znajomy kupił samochód wyprodukowany w 200 roku będzie mógł wydedukować jakiej używa benzyny. Oczywiście  nauce te formy są znacznie bardziej złożone, szczególnie dedukcja, ponieważ używa się zaawansowanej matematyki. Różnice jakie leżą w obszarze rozumowanie pomiędzy nauką od buddyzmem to rola jaką przypisuje się dedukcji. Naukę i buddyzm w ramach wnioskowania odróżnia właśnie użycie wysoko zaawansowanej matematyki. Buddyzm jak i inne klasyczne filozofie indyjskie pozostał na pewnym konkretnym w sensie historycznym poziomie użycia logiki, na mocy którego rozumowanie nigdy nie jest wyjęte z konkretnego kontekstu. Natomiast naukowe wynikanie oparte na matematyce pozwala na wysoki poziom abstrakcji, w którym zasadność czy bezzasadność jakiegoś twierdzenia może być orzekana wyłącznie na podstawie poprawności przeprowadzonego równania. Zatem uogólnienie uzyskane za pomocą matematyki jest postawione na znacznie wyższym poziomie niż jest to możliwe w przypadku tradycyjnego użycia logiki. Biorąc pod uwagę ten zdumiewający sukces matematyki nic dziwnego, że niektórzy wierzą iż prawa matematyczne są absolutne a matematyka jest prawdziwym językiem rzeczywistości, wrodzonym naturze samej w sobie.

Inna różnica pomiędzy nauka a buddyzmem leży u podstaw tego co konstytuuje prawdziwość hipotezy. Popperowe opisywanie obszaru wyłącznie naukowych poszukiwań jest głębokim wglądem. To popperowe falsyfikowanie tez, które oznacza że jakakolwiek teoria musi zostać zawarta w obrębie określonych warunków w ramach których może zostać przedstawiona jako fałszywa. Na przykład teoria Boga stwarzającego świat nigdy nie będzie naukowa ponieważ nie opisuje warunków w ramach których można byłoby udowodnić ja jako fałszywą.

Jeśli przyjmiemy te kryteria serio wtedy wiele zagadnieniem odnoszących się do naszej ludzkiej egzystencji takich ja: etyka, estetyka i duchowość, pozostaną poza zainteresowaniem nauki.

Buddyzm w przeciwieństwie nie jest ograniczony obiektywizmem. Również obejmuje świat subiektywnych doświadczeń nadając im wartość. Innymi słowy, nauka zajmuje się empirycznymi faktami a nie metafizyką czy etyką, podczas gdy dla buddyzmu wszystkie one poddane są krytycznemu badaniu.

W ołowie lat 80 – tych w moich licznych podróżach spotkałem wielu naukowców i filozofów nauki; uczestniczyłem w wielu konwersacjach z nimi, zarówno publicznie jak i prywatnie. Niektóre z nich zwłaszcza na początku nie były zbyt owocne. Pewnego razu w Moskwie w dobie Zimnej Wojny spotkałem się z pewnymi naukowcami. Dyskutują na temat świadomości spotkałem z natychmiastowym atakiem na religijny koncept duszy, któremu jak myśleli hołdowałem. W Australii pewien naukowiec rozpoczął swoja prezentację czymś w rodzaju nieprzyjaznego oświadczenia o tym jak będzie musiał bronić nauki przed atakami ze strony religii. Wszakże 1987 rok był ważnym etapem mojego zaangażowania w naukę. To był rok w którym odbyła się I Konferencja Umysłu i Życia (Mind and Life Conference), które odbyło się w Dharamsali. Spotkanie odbyło się za sprawa chilijskiego neurobiologa Francisco Varela, który wykładał w Paryżu, oraz za sprawą amerykańskiego biznesmana Adama Engle’a.

Varel i Engel zainspirowali mnie do spotkania z grupą naukowców z różnych dyscyplin, którzy sympatyzują z duchem dialogu aby rozpocząć otwarta i nieformalną prywatna dyskusje trwającą około tygodnia. Bardzo się ucieszyłem z tego pomysłu. To były nadzwyczajne okoliczności aby nauczyć się czegoś więcej o nauce i poznać ostatnie odkrycia i postęp w naukowym myśleniu. Wszyscy uczestnicy tego pierwszego spotkania byli tak entuzjastycznie nastawieni, że kontynuujemy te tygodniowe spotkania do dziś w cyklach co dwa lata. Po raz pierwszy spotkałem Varelę na konferencji w Austrii. W tym samym roku miałem również okazję spotkać się sam na sam, i tak rozpoczęła się nasza przyjaźń. Ravela był szczupłym człowiekiem w okularach łagodnie mówiącym. Łączył świetny i logiczny umysł z niespotykaną przejrzystością ekspresji, co czyniło go wyjątkowym nauczycielem. Podchodził bardzo serio do filozofii buddyjskiej i wynikającej z niej całej tradycji kontemplacyjnej, ale w swoich prezentacjach reprezentował aktualny strumień myśli naukowej, bez zbędnych ozdób i bez stronniczości. Nie mogę tego oddać jak bezgranicznie jestem wdzięczny Vareli i Engelowi jak również Barry Hershey, która szczodrze dostarczała srodki (aby sprowadzić naukowców do Dharamsali). Asystowało mi w tych dialogach dwóch zdolnych tłumaczy uczony Allan Wallace i Thupten Jinpa. Podczas tego pierwszego spotkania przedstawiono mi po raz pierwszy pełne historyczne ujecie rozwoju metodologii naukowej na Zachodzie. Szczególnie zainteresowała mnie idea paradygmatu przesunięcia to jest fundamentalnych zmian wewnątrz świata kultury i jej wpływu na wszystkie aspekty naukowego zrozumienia. Klasycznym przykładem tego przesunięcia, który nastąpił na początku XX wieku z klasycznej newtonowskiej fizyki ku fizyce względności i mechaniki kwantowej. Początkowo ta idea paradygmatu przesunięcia spowodowała u mnie szok. Postrzegałem naukę jako nieustające poszukiwanie ostatecznej prawdy o rzeczywistości, w którym następne kroki zbiorowej i ciągle wzrastającej ludzkiej wiedzy o świecie. Końcem tego procesu miało być znalezienie ostatecznego etapu pełnej i doskonałej wiedzy. Wtedy usłyszałem, że istnieją subiektywne elementy zaangażowane w pojawienie się jakiś szczególnych paradygmatów i dlatego z ostrożnością należy mówić o pełnym obiektywizmie rzeczywistości do której nauka daje nam dostęp.

Kiedy mówię o otwartych umysłach naukowców i filozofów nauki, jest jasne dla mnie że mają oni głębokie zrozumienie niuansów nauki i znają ograniczenia naukowej wiedzy. W tym samym czasie, wiele ludzi, również naukowców, wydaja się podzielać pogląd, że wszystkie aspekty rzeczywistości muszą i będą objęte zakresem nauki. Takie założenie podąża po linii, że postęp społeczny, nauka będzie konsekwentnie odkrywać fałszywość naszych wierzeń – szczególnie wierzeń religijnych - aż do momentu powstania oświeconego świeckiego społeczeństwa. To jest pogląd dzielony przez marksistowskich materialistów dialektycznych, z którym zapoznałem się od liderów komunistycznych Chin w 1950 roku i na kursie marksizmu w czasie moich studiów w Tybecie. Ten pogląd sytuuje naukę jako narzędzie do obalania wielu z tez religijnych, takich jak istnienie Boga, łaski i wiecznej duszy. A wewnątrz tej konceptualnej przestrzeni, nic co nie jest udowodnione lub potwierdzone przez naukę jest fałszywe lub mało ważne.

dl

Tego rodzaju poglądy są skutecznym filozoficznym założeniem, które odbija metafizyczne uprzedzenia ich wyznawców. Tak jak musimy unikać dogmatyzmu w nauce, musimy zapewniać że duchowość jest wolna od tych samych ograniczeń. Nauka dotyczy tego aspektu rzeczywistości  i ludzkiego doświadczenia, które poddaje się szczególnym metodom badawczym, dopuszcza możliwość empirycznych obserwacji, klasyfikacji i pomiaru, powtarzalności oraz intersubiektywnej weryfikacji – co jest czymś więcej niż słowa: Tak, widziałem tą rzecz. Miałem taki sam rezultat”. Zatem legalne naukowe studia są ograniczone do fizycznego świata, włączając ludzkie ciało, ciała astralne, energią mierzalną i to jak działają struktury. Empiryczne odkrycia zbierane w ten sposób tworzą podstawy dla dalszych eksperymentów i pozwalają wysunąć pewne uogólnienia, które mogą być włączone w szerszy zakres naukowej wiedzy. To jest skuteczny, paradygmat, który konstytuuje dzisiejszą naukę. Oczywiście, ten paradygmat nie będzie i nie może wyczerpać wszystkich aspektów rzeczywistości, a w szczególności natury ludzkiej egzystencji. W dodatku do obiektywnego świata materii, który nauka w sposób mistrzowski poznaje, istnieje ten subiektywny, świat uczuć, emocji, myśli i wartości czy duchowych aspiracji leżących u ich podłoża. Jeśli jednak potraktujemy tą rzeczywistość jako coś co nie ma istotnego znaczenia w naszym rozumieniu rzeczywistości, stracimy całe bogactwo naszej egzystencji a nasze zrozumienie nie będzie pełne. Rzeczywistość, włączając naszą egzystencję, jest znacznie bardziej złożona niż obiektywny naukowy materializm na to pozwala.

tłum. Piotr Wasyl


Share: Facebook Google Twitter
Shortlink: http://boninfo.org/link/312559 sLink